niedziela, 23 lutego 2014

Złota łódzka wiosna!

Dzisiaj w powietrzu czuć było wiosnę! Na świecie było wprost cudownie. Wzięliśmy Vaderka i poszliśmy zobaczyć jak wygląda nasze sąsiedztwo po zimie. Mam gorącą nadzieję, że teraz to już będzie coraz cieplej i fajniej. I że w końcu ludzie zaczną sprzątać po swoich pieskach. Kupy, które są wszędzie trochę mi popsuły nastrój... 

Po raz kolejny odkryłem, że trzeba się rozglądać dookoła, wtedy można trafić na naprawdę niesamowite rzeczy. Ja dzisiaj odkryłem nową willę, dosłownie kilka numerów od mojego domu! 


Jest to willa Józefa Beyera, stoi przy Wólczańskiej 36. Józef Beyer miał duży skład desek i drewna. Od niego willę wykupili lekarze, którzy otworzyli tu klinikę chorób skórnych i wenerycznych. Było to na początku XX wieku. Obecnie budynek należy do I Komisariatu Komendy Miejskiej Policji i niestety niszczeje...

Trochę dalej jest kolejna piękna willa.



Należała ona do Juliusza Langego, który miał fabrykę wyrobów bawełnianych. Podobno początkowo willa była skromniejsza,  w 1903r. przebudowano ją w stylu secesyjnym. Obecnie willa należy do Towarzystwa Ekonomicznego. 

Przy Żeromskiego natrafiłem na kolejne odkrycie! Pod numerem 56 stoi opuszczony kościół.



Jest to dawna świątynia braci morawskich. Powstała najprawdopodobniej w 1912r., wcześniej bracia czescy spotykali się w Nowosolnej, potem w specjalnie przygotowanej sali przy ul. Piotrkowskiej 105 i w kamienicy przy Andrzeja 12. 



Od 1912 r. nabożeństwa odbywały się w tym budynku, kiedyś adres brzmiał: Pańska 56. W 2000r. kościół został zdesakralizowany, co oznacza, że nie jest już świątynią, tylko zwykłym budynkiem, w którym można zrobić wszystko. Wielka szkoda, że stoi pusty. Mama powiedziała, że jak zarobi dużo pieniędzy to go kupimy i zrobimy tu coś fajnego.

Kolejne odkrycie to willa Karola Prusse. Od niedawna jest tu nowy hotel o nazwie Łódzki Pałacyk.
Karol Prusse był właścicielem niewielkiej fabryki, w której produkowano kartony tekturowe. Willa w stylu secesyjnym powstała w 1912r. Kiedyś był tu klub La Strada i Gniazdo Piratów. Teraz w pokoikach, jak w XIX wiecznej Łodzi, można spędzić noc. Każy pokój jest dedykowany jakiemuś fabrykantowi: Poznańskemu, Scheieblerowi, Bidermannowi, Karolowi Prussowi i innym, któzy budowali nasze miasto. 


 Na zakończenie spaceru odkryłem coś co sprawiło, że się uśmiałem do łez. Trochę gorzki był to śmiech, zresztą zobaczcie sami:



A jednak nie wszystko złoto co się świeci...

niedziela, 16 lutego 2014

Krzywe podwórka

Dzisiaj od rana trochę się nudziliśmy w domu. Tata poszedł z psem na długi spacer, a mama wyjęła nam super książkę o Łodzi, można w niej zobaczyć nasze miasto z niecodziennego punktu widzenia. 
"Miasto" Jacka Kusińskiego to zdjęcia Łodzi z lotu ptaka. Nasze miasto z góry wygląda niesamowicie!
Nie mogłem się nadziwić, co chwila odkrywałem nowe rzeczy. Moją uwagę szczególnie zwróciły dziwne podwórka przy Piotrkowskiej.




Mama powiedziała, że te krzywe podwórka są niesamowite i mamy do nich całkiem blisko. Ubraliśmy się raz dwa i poszliśmy zwiedzać. 

Takie nietypowe podwórza są przy Piotrkowskiej, między Zieloną a Więckowskiego. 


Powstały one w XIX wieku, Łódź się wtedy bardzo szybko rozwijała, przybywało ludzi i trzeba było rozbudować miasto. Wytyczano nowe działki pod kamienice na południe od Starego Miasta. I te krzywe podwórka pochodzą właśnie z tamtych czasów. W taki sposób szły miedze (czyli granice) między polami uprawnymi. To dowód na to, że kiedyś Łódź była osadą rolniczą, gdzie uprawiało się pola i hodowano zwierzęta. Dopiero później robiono tu wielki handel, wielki pieniądz. 
Przy okazji odkryłem piękne detale, które zdobią bramy tych kamienic.









Przy okazji odwiedziłem Lampiarza, który po remoncie Pietryny powrócił na swoje miejsce. 
W tym miejscu, pod numerem 37, w 1906 r zapalono pierwszą żarówkę, która oświetliła wystawę sklepu American Diamant Palace. Prąd pobierano z ... Grand Hotelu! Przez pół Piotrkowskiej szedł kabel, ale to musiało być przeżycie!


Na koniec mama zabrała mnie na jedno z ulubionych podwórek przy Pietrynce. Az mi dech zaparło - w środku miasta stoi prawdziwa tama! 


Do tego w ziemi mamy dowody wielokulturowej przeszłości. W tym podwórku jest klapa kanalizacyjna napisana cyrylicą, czyli alfabetem rosyjskim. 


W tej samej bramie jest niezwykły mural. 



Taki zwykły dzień to był. Do zobaczenia za tydzień :) 

niedziela, 9 lutego 2014

DOM przy Rooselvelta

Na pewno byliście chociaż raz na Off Piotrkowskiej (w Łodzi mówi się "Na Offie"). A jak nie byliście to musieliście słyszeć o tym miejscu. W dawnej fabryce Ramischa przy ulicy Piotrkowskiej 138/140 powstało świetne miejsce spotkań artystów, miłośników sztuki, niebanalnych ciuchów i potraw.




Jedno z miejsc jest wyjątkowe. Myślałem, że nigdy tam nie pójdę bo ulubionym kolorem właścicieli jest czerń. A ja z tym kolorem mam mało wspólnego... Wczoraj jednak wydarzyło się coś niesamowitego i oto Kolorek odwiedził klub DOM. Byłem bardzo przejęty, o tym miejscu dużo opowiadała mi moja ukochana ciocia Elza, która bard lubi kolor czarny. Zawsze mnie to dziwiło, bo ciocia jest bardzo wesoła i pozytywnie nastawiona do wszystkich i wszystkiego. No i ciocia mi mówiła, że zdarza się jej chodzić do tego miejsca, przeważnie na alternatywne (trudne słowo) koncerty, wtedy w Klubie jest ciemno i wszędzie króluje czarny czarny kolor.



I w tym DOMu wczoraj zorganizowano kiermasz. I to nie byle jaki, bo z powodu Walentynek! Skoro tak, powiedziała mama, to idziemy!

I faktycznie! W czarnym Klubie DOM było wesoło i kolorowo! Już rozumiem czemu ciocia Elza tak lubi to miejsce. Tam jest po prostu fajnie!






Po kiermaszu poszliśmy na spacer na ulicę Roosevelta. Kiedyś ta ulica nosiła nazwę Ewangelicka. Jest to krótka uliczka pomiędzy Piotrkowską a Sienkiewicza. Warto się nią przejść, można poczuć się jak w zupełnie innym miejscu niż centrum miasta. Jest to jedna z krótszych ulic, ma tylko jedną przecznicę. Jest przy niej mnóstwo ciekawych miejsc - restauracje, puby, Dom Literatury, urzędy, murale i nietypowa nawierzchnia.



U wylotu Roosevelta, przy Sienkiewicza stoi piękny kościół, jest to parafia pw. Najświętszego Imienia Jezus. Kościół wybudowano w 1884 roku, wtedy była to świątynia ewangelicka. Dzisiaj kościół należy do zakonu jezuitów, odbywają się tam msze o uzdrowienie, na które przyjeżdżają ludzie z całej Polski, jest tu także przedszkole. 




Kościół jest tuż obok al. Piłsudskiego, poszliśmy więc zobaczyć jak idzie budowa Trasy WZ. Wygląda na to, że nie jest źle. 






niedziela, 2 lutego 2014

Zima w Łodzi

Nie przepadam za zimą. Zdecydowanie wolę słońce i ciepło. Lubię długie dni i przejażdżki rowerem po Łodzi. Zima jest fajna, owszem, ale ja ją doceniam tak przez dwa, może trzy tygodnie, potem już tylko czekam na wiosnę! 
Okazuje się, że w tym roku wiosna może przyjść już niedługo! Dzisiaj sobie uświadomiłem, że tak na prawdę to w tym roku prawie nie widziałem śniegu! Cały tydzień byłe przeziębiony i mama nie pozwalała mi wychodzić, a w ten weekend przyszła odwilż i śnieg znika z ulic w tempie natychmiastowym!

Wczoraj w Parku Śledzia odbyły się Śledź Winter Games, zorganizowane przez Zieloną Łódź. Impreza wygląda na super fajną! Niestety nie mogłem iść, bo byłem umówiony z Babcią na obiad. Ale za rok będę na 100 %

Męczyłem mamę o ten śnieg bardzo, niestety ulice Łodzi już nie wyglądają zimowo...


Pojechaliśmy szukać śniegu w parku Na Zdrowiu. Może nie było tak pięknie, jak sobie to wyobrażałem, ale śnieg był! Było biało i zimno. A o to przecież chodzi w zimie :)






Na spacerze był z nami mój przyjaciel Vader, któremu nie przeszkadzało zimno nic a nic. A to dziwne bo Vader z reguły lubi ciepły kocyk.



Oby do wiosny!