niedziela, 19 stycznia 2014

ms2

Moją uwagę, już nie po raz pierwszy, zwróciła dziś wielka ciężarówka, która stoi przed ms2, tuż przed wejściem do galerii handlowej w Manufakturze. Samochód to Lublin Gaz 51 jest wypełniony 3000 kolorowych piłeczek! Jak się okazało jest to rekonstrukcja pracy tureckiego artysty Hueseyina Bahri Alptekina. 


Mama powiedziała, że koro tak podoba mi się ta ciężarówka to idziemy zobaczyć wystawę. 
Kupiliśmy bilet i poszliśmy zwiedzać wystawę "Zajścia, zdarzenia, okoliczności, przypadki, sytuacje"



Na wystawie można oglądać różne prace, które Alptekin stworzył w latach 1991 - 2007. 
Mnie najbardziej podobały się obiekty z jego prywatnego archiwum. Artysta podczas podróży po świecie zbierał np. etykiety od butelek, pudełka, kapsle, figurki i inne ciekawe rzeczy. 











Odwiedzenie wystawy to była świetna okazja do obejrzenia budynku, w którym mieści się muzeum. 
ms2 mieści się w dawnej tkalni fabryki Izraela  Poznańskiego, tzw Tkalni Wysokiej.     


Samo Muzeum Sztuki mieści się w trzech miejscach. Poza Manufakturą jest to dawny pałac Maurycego Poznańskiego i pałac rodziny Herbstów na Księżym Młynie. 





niedziela, 12 stycznia 2014

SIE MA!

Dzisiaj 22. Finał Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy! To był super Finał!
Już 22 lata wszyscy Polacy, co do jednego, wrzucają pieniądze do puszek. Z roku na rok coraz więcej wolontariuszy zbiera datki na chore dzieci i osoby starsze. Dzięki temu każdy pomaga! I to w Orkiestrze jest najpiękniejsze!

A ten Finał był absolutnie wyjątkowy, bo ja też zbierałem pieniądze dla dzieciaków i seniorów. 
Byłem wolontariuszem. Jak to dumnie brzmi! Zbierałem razem z mamą, ciocią Asią, Agnieszką i wujkiem Wojtkiem. Byliśmy na placu Wolności, w parku Śledzia, na Piotrkowskiej i w Manufakturze. 
Było niesamowicie! 


Pogoda była taka sobie, ale to nikomu nie przeszkadzało. Dzisiaj najważniejsza jest pomoc.


Spotkałem super fajnego Strażnika Miejskiego, którego serdecznie pozdrawiam!


I, jak zawsze, uśmiechniętego Pana Rowerskiego :)


Najfajniejsze były jednak chwile, kiedy wrzucano nam pieniądze do puszek! Uśmiechaliśmy się od ucha do ucha!



Fajne w tym dniu jest to, że każdy się uśmiecha i ma serce przepełnione radością, nawet zwierzęta się dobrze bawią!


Widzieliśmy także paradę koni.



W Manufakturze było mnóstwo ludzi, zobaczyliśmy jak studenci układają serduszko z monet i poszliśmy się ogrzać i odpocząć!


To był super dzień, jestem zmęczony, ale bardzo szczęśliwy!


poniedziałek, 6 stycznia 2014

2014 - ROK JANA KARSKIEGO

Niedawno skończył się rok 2013, którego patronem był łódzki poeta Julian Tuwim. W tym roku Łódź spotkało wielkie wyróżnienie, ponieważ po raz kolejny patronem roku jest łodzianin. Postać wielka i wyjątkowa - JAN KARSKI. 

Urodził się on w Łodzi w 1914 r., chodził do szkoły przy ul. Sienkiewicza, dzisiaj jest to III LO. 
Jan Karski zawsze mówił, że nasze miasto miało na niego ogromny wpływ. Urodził się w Łodzi wielokulturowej,  pełnej różnorodności, języków i tętniącą życiem. Jan Karski był kurierem podczas II wojny światowej. Był bardzo odważnym człowiekiem. W tamtych czasach nie było Internetu, telefonów komórkowych, SMS-ów i e-maili. Nie umiem sobie tego wyobrazić...
Jan Karski przekazywał informację polskim dowódcom o tym co się dzieje podczas wojny. 
Przechodził przez góry, ukrywał się, uciekał z pociągu, przedostawał się zagranice. Miał wiele przygód i rozmawiał z wieloma ważnymi ludźmi tamtych czasów. 
Był jak prawdziwy agent, nie taki zmyślony, z filmów, ale najprawdziwszy bohater!


Jan Karski jest przez Łódź pamiętany, w Muzeum Miasta Łodzi jest gabinet poświęcony jego osobie, a w Parku Ocalałych, na Kopcu Pamięci stoi ławeczka, na której siedzi Jan Karski.
Byłem tam w styczniu 2013. Myślę, że jeszcze nieraz w tym roku tam będę. 



O Janie Karskim będzie w tym roku bardzo głośno. Już jutro w bardzo ważnym miejscu, w Parlamencie Europejskim w Brukseli, odbędzie się otwarcie wystawy o nim. 
W Łodzi od roku działa Klub Kuriera, który zajmuje się nauczaniem o tym kim był Jan Karski i o tym jakim był człowiekiem. Robią super rzeczy, warto poczytać i się czegoś nauczyć!


Jestem pewien, że pod koniec 2014 każda osoba na świecie będzie doskonale wiedziała kim był Jan Karski. 
Tak, jak wiedzą to Antoś i Franek:

http://www.youtube.com/watch?v=bwOyTyZoQtQ&feature=youtu.be

Koloreczek już wie, przez cały czas pobytu w górach nosił znaczek z Janem Karskim :) 
Też mam taki. I też będę nosił! 



środa, 1 stycznia 2014

Męska wyprawa

Cześć, tu Koloreczek. Brat mi pozwolił napisać na blogu, bo koniecznie muszę Wam opowiedzieć jaką przeżyłem przygodę w ostatnie dni 2013 roku. 

Ale te święta nam się dłużyły... I to nie dlatego, że było nudno i nie było co robić, ale w czwartek, 27 grudnia jechaliśmy z tatą w góry! Na prawdziwą męską wyprawę. To był mój pierwszy wyjazd w góry, więc byłem bardzo podekscytowany. Kolorek mi trochę zazdrościł, ale wolał zostać z mamą, żeby jej było weselej w domu. 

Taki mieliśmy plan: jedziemy w Gorce i Pieniny, śpimy w schroniskach i duuużo chodzimy.
Przygodę zaczęliśmy w Chabówce, z której doszliśmy do Rabki - Zdroju, gdzie zwiedziliśmy Muzeum Orkana. Jest to muzeum regionalne, gdzie można zobaczyć sale o garncarstwie, pasterstwie, stroju i rzeźbie.




Potem zaczęliśmy już iść w góry do schroniska na Turbaczu. Jest to najwyższy szczyt w Gorcach, ma 1310 metrów! 


Tutaj spaliśmy pierwszą noc. Schronisko jest duże i położone w pięknym miejscu.


O taki jest widok sprzed schroniska :) 



Potem zeszliśmy przez Kiczorę do Jaworzynę Kamienicką. Po drodze zatrzymaliśmy się przy Bulandowej Kapliczce



Podobno jest to miejsce magiczne, o którym jest wiele legend i opowieści. Kapliczke ufundował baca Tomasz Chlipała, zwany Bulandą. Przez 50 lat swojego życia na tej polanie Bulanda pasł owce, zajmował się tez znachorstwem, a niektóre legendy mówią, że był też czarodziejem. 



 Bardzo blisko kapliczki znajduje się Jama Zbójnicka. Według legend chowali się zbójnicy, podobno mieszkają w niej górskie duchy, a niektórzy twierdzą, że jaskinia ciągnie się przez całe Gorce...



 W lesie widzieli ślady prawdziwych wilków!


Taki jest widok z Kiczory - 1282 metry, stąd poszliśmy do Łopusznej. I tym samym zeszliśmy z Gorcy. Noc spędziliśmy w Krościenku nad Dunajcem, z którego poszliśmy na Trzy Korony i Sokolicę w Pieniny. Trzy Korony widać w tle. 



 Następnego dnia ruszyliśmy na szlak. 



Taki jest widok z Trzech Koron (982 m)!



Trochę wiało na szczycie :)




Stamtąd poszliśmy na Sokolicę, po drodze zeszliśmy do ruin Zamku Pienińskiego oraz do kapliczki Św. Kingi. Zamek wybudowano w XIII wieku, a został zburzony w XV. 




Potem bardzo trudnym szlakiem poszliśmy na Sokolicę (747 m). 




 Rośnie tam chyba najsłynniejsza sosna w Polsce. 




Spotkałem tam kolegów, z którymi spaliśmy w schronisku na Turbaczu. Kuba i Piotrek przyjechali w góry z Łowicza. 


Już trochę byłem zmęczony i tata zdecydował, że schodzimy na dół do Szczawnicy. Widzieliśmy też potężny Dunajec.


 A tu już z rzeka z dołu:



Noc spędziliśmy w schronisku PTTK "Orlica" w Szczawnicy. 


I poszliśmy dalej do centrum Szcawnicy:) 



Wjechaliśmy strasznie wysoką kolejką na Palenicę. Trochę się bałem, ale tata był obok.


Ze szczytu Palenicy było widać Trzy Korony, na których byliśmy dzień wcześniej.



Stamtąd niebieskim szlakiem granicznym poszliśmy w stronę Wysokiej.


Widoki po drodze były przepiękne:





Zatrzymaliśmy się na jedzenie, żeby nabrać sił przed atakiem szczytowym.  



A przed samym podejściem na Wysoką spotkaliśmy wujka Ariela z przyjaciółmi! Ale się ucieszyłem! 


Na Wysokiej (1050 m) było pięknie. 





Jak schodziliśmy na dół to weszliśmy do Bazy Studencka SKPB Łódź "Pod Wysoką" gdzie rodzice z Kolorkiem byli na wakacjach. Tata mówił, że latem baza wygląda zupełnie inaczej. Ale jeszcze tylko kilka miesięcy i wszędzie będą ludzie, namioty. Znowu będzie głośno i wesoło :)





Potem już zeszliśmy do Jaworek, z których pojechaliśmy do Krakowa i już do Łodzi, do mamy i Kolorka. Te kilka dni z tatą były najlepsze w całym roku! 
Było super, tata obiecał, że jeszcze mnie zabierze w góry. I ja wiem, ze dotrzyma słowa!