piątek, 29 kwietnia 2011

Cztery koła źle!

Jestem baaardzo zmęczony po masie krytycznej, ale było naprawdę super!
Jechało ponad 600 osób! To rekord masy w Łodzi!


Zebraliśmy się o godz. 18 w pasażu Schillera, spotkaliśmy bardzo dużo znajomych, była mama, tata, wujek Tomek, ciocia Bogusia, ciocia Ola i wielu innych.




Siedziałem sobie wygodnie w koszyku. Oglądałem Łódź i tłumy uśmiechniętych rowerzystów :)


A to jest pełnomocnik prezydenta do spraw polityki rowerowej, inaczej mówiąc 
oficer rowerowy pan Witek Kopeć z córką Martą, z którą od razu się polubiliśmy. Marta całą masę siedziała sobie w foteliku i obserwowała, co się dzieje dookoła.
Jeżeli ktoś z Was chciałby porozmawiać z oficerem rowerowym, to może to zrobić m.in. na forum masy krytycznej. Pan Witek na pewno pomoże i wszystko wytłumaczy. 


Było naprawdę bardzo fajnie. Z całych sił krzyczeliśmy różne hasała o rowerach np. CZTERY KOŁA ŹLE, DWA KOŁA DOBRZE lub MIASTA DLA ROWERÓW, NIE DLA SAMOCHODÓW. 
Śmiechu było co niemiara, teraz pozostaje czekać do ostatniego piątku maja.



środa, 27 kwietnia 2011

Masa Krytyczna

W każdy ostatni piątek miesiąca spotykają się rowerzyści, którzy chcą pokazać wszystkim w mieście, że są ważną częścią ruchu drogowego. Moja cała rodzina jeździ na rowerach i wszyscy wiemy, jak ważne jest, żeby rowerzystom się jeździło dobrze po mieście, żeby były stojaki, drogi rowerowe no i przyjaźnie nastawieni kierowcy i piesi.
Poza tym masa to świetny sposób na spędzenie piątkowego wieczoru, dużo śmiechu, fajna muzyka, rowery, fenomenalni ludzie i ma być fajna pogoda!
Mam nadzieję, że zobaczymy się w najbliższy piątek.




Mama powiedziała, że jedziemy!


A na plakacie to nie jestem ja, chociaż wyglądam podobnie :D 

niedziela, 24 kwietnia 2011

Jajo!

W Manufakturze stoi takie wielkie jajo! To jest jajko dinozaura, które w czwartek przed świętami zostało pomalowane przez dzieci z łódzkich przedszkoli. Jest bardzo kolorowe i naprawdę wieeeelkie. 
Ciekawe, ile osób by się nim najadło :)
Przez święta można oglądać pisankę na rynku Manufaktury, potem zostanie przewieziona do Dinolandii w  łódzkim zoo, w którym dzisiaj byłem, niedługo Wam opowiem, jak było.

wtorek, 19 kwietnia 2011

Beczki Grohmana

Kiedy tata powiedział, że dziś zobaczymy beczki Grohmana, zastanawiałem się, jak będą wyglądały. Może tak?


Poszliśmy na ulicę Targową, gdzie tata pokazał mi tę bramę do fabryki i powiedział, że właśnie to są beczki Grohmana. Nie mogłem w to uwierzyć!


To ozdobna brama do fabryki Ludwika Grohmana, która została wybudowana w 1896 roku, czyli bardzo dawno temu. Wygląda jak średniowieczny zamek, jest na prawdę piękna, a beczki, które widać na zdjęciu to, tak na prawdę, szpule nici :)




W 2008 roku beczki zostały odnowione, wcześniej wyglądały tak:

Teraz jest ładniej. 

A tu jest bardzo stare zdjęcie. Zobaczcie, jak Beczki Grohmana wyglądały kiedyś:


wtorek, 12 kwietnia 2011

Międzynarodowy Dzień Czekolady!

Ale to był cudowny dzień!
O 10.15 umówiłem się z dziećmi z przedszkola przy al. Kościuszki na szukanie czekoladowego skarbu w parku Poniatowskiego!


Zaczęliśmy od szukania pani Edyty, która bardzo mocno spała na ławce w parku. Jak się okazało, śniła jej się mapa i schowany skarb, a jak zajrzała do kieszeni znalazła tam mapę parku z zaznaczonymi punktami




Byliśmy tak podekscytowani, że pobiegliśmy z całych sił do pierwszego punktu, czyli do drzewa o trzech konarach.




Tam musieliśmy wymienić oznaki wiosny, czyli na przykład: pączki na drzewach, śpiewające ptaki czy kwitnące kwiaty.


Tutaj też zrobiliśmy sobie zdjęcie, wszyscy z całych sił krzyczeli CZEKOLADAAAAA!



Następnym zadaniem było znalezienie "małego skarbu", my szukaliśmy, a pani mówiła zimno - ciepło.


Potem odpowiadaliśmy na pytania o Łodzi, np. jak się nazywa park, w którym się znajdujemy? Jaka jest najważniejsza ulica w Łodzi? Czy w Łodzi jest zoo? Jaki sport można uprawiać w parku Poniatowskiego? Na jakiej ulicy jest przedszkole dzieci.
Znaliśmy odpowiedź na wszystkie pytania!

Michał, z którym wtedy szedłem, zmartwił się, że słońce mi przeszkadza i pożyczył mi nawet swoje okulary :)



Potem poszliśmy tam.



Musieliśmy zrobić pociąg, było super, stałem z chłopakami na samym końcu!



Kolejne grupowe zdjęcie przy tronie z przewróconą solniczką :)


Na koniec każdy musiał zjeść pól plasterka cytryny, żeby udowodnić odwagę i weszliśmy do labiryntu szukać skarbu.
Skrzyneczkę znalazła Tosia!
Na szczęście, czekoladowego skarbu było tyle, że dla wszystkich wystarczyło :)
Tu grzecznie stoimy w kolejce do skarbu.


Była też pani redaktor z Radia Eska, która bawiła się z nami, nawet zjadła cytrynę! Później zadała nam parę pytań i musiała biec dalej do pracy.


Na koniec zrobiliśmy sobie zbiorowe zdjęcie, już ze skarbem!


To był piękny dzień, bawiliśmy się świetnie, nawet pogoda nam dopisała. Jeszcze na pewno nieraz spotkam się z moim nowymi kolegami i koleżankami :)

sobota, 9 kwietnia 2011

Ale fury!

- Idziemy oglądać wypasione fury? - zapytał tata (przez telefon) mojego wujka
Zacząłem się śmiać na głos i krzyczeć, że ja też chcę fury!
I tak z moim wujkiem Łukaszem i wujciem Leonem pojechaliśmy do Manufaktury na Car Show 2011.


Car Show to największa impreza motoryzacyjna pod gołym niebem w Łodzi i regionie. Od 9 do 17 kwietnia można oglądać naprawdę fajne auta:


To jest rolls royce, jeden najdroższych samochodów świata, często robiony na specjalne zamówienie. 



A to aston martin, superszybki samochód sportowy.


To jest peugeot iOn - samochód napędzany energią elektryczną, czyli to auto nie smrodzi i nie zanieczyszcza powietrza. Wujek twierdzi, że to samochód przyszłości!



Ale poza tymi nowymi furami, były jeszcze auta z automobilklubu, czyli piękne stare samochody. 






A to ja z wujkiem Łukaszem, który bardzo lubi auta :)


Powiem Wam, że zmęczyły mnie te samochody. Jednak wolę rower : ) 



piątek, 8 kwietnia 2011

Remiza na Księżym Młynie

Jeszcze nie pokazałem wam całego królestwa Karola Scheiblera!
Jak już pisałem, to był bardzo duży kawałek Łodzi.
Dzisiaj opowiem wam o remizie na Księżym Młynie. 
Remiza to taki specjalny budynek, w którym strażacy trzymają swój sprzęt do gaszenia pożarów, stoją tam wozy strażackie i są takie rury, po których strażacy mogą szybko zjechać.




Remiza to właśnie ten wielki budynek za mną.
Ta remiza została zbudowana w 1891 roku, a pomysłodawcą był Karol Scheibler junior, syn łódzkiego króla bawełny. Młody Scheibler był też pierwszym komendantem tej jednostki.


Tutaj znajdował się V Oddział Łódzkiej Straży Ogniowej Ochotniczej i była to jedna z najlepiej wyposażonych remiz w Królestwie Polskim. Strażacy przez pierwszych 25 lat istnienia jednostki uczestniczyli w gaszeniu ponad 300 pożarów!
Na tym zdjęciu widać, jak wyglądały wtedy wozy strażackie i budynek remizy. Praca strażaka była i nadal jest bardzo niebezpieczna. Strażacy każdego dnia narażali swoje życie ratując fabryki tekstyliów. Tata powiedział, że pył z bawełny jest bardzo łatwopalny. Straż ogniowa była i jest bardzo szanowana przez mieszkańców Łodzi.


zdjęcie ze strony: www.fotopolska.pl


Przed budynkiem stoi wielka maszyna parowa, która zasilała sieć w wodę. Pochodzi ona z XIX wieku, przyjechała do Łodzi z Manchesteru, z Wielkiej Brytanii. 







Poszliśmy też obejrzeć budynek z drugiej strony. A tam kolejna niespodzianka! Piękna pompa ręczna. Oczywiście musiałem mieć tu zdjęcie :) 




To jeszcze nie koniec moich przychód na Księżym Młynie. Tam na prawdę można chodzić godzinami! Ciąg dalszy wkrótce. Czekam z utęsknieniem na wiosnę, bo mama i tata mi obiecali mnóstwo atrakcji.

niedziela, 3 kwietnia 2011

Cebulice

Właśnie wróciłem z niesamowitej wycieczki do parku Klepacza. 
W parku są dwie piękne wille, obok hala sportowa, ale dzisiaj najważniejsze były cebulice!
Przepiękne niebieskie kwiatki, które rozkwitają na bardzo krótki czas.



Dzięki nim park wygląda jakby był przykryty kwiatowym dywanem.


Nazywają się: cebulica syberyjska i śnieżnik lśniący, który jest bardzo do cebulicy podobny.
Trzeba uważać na te roślinki, bo tylko w Łodzi występują w tak dużej ilości i do tego w centrum miasta!



W parku rośnie ogromny dąb, który nazywa się "Fabrykant", jego pień ma ponad 452 cm w obwodzie!
Na zdjęciu widać też willę pana, który nazywał się Reinhold Richter. Spróbujcie to szybko powiedzieć :)
Teraz znajduje się 
tutaj Rektorat Politechniki Łódzkiej. 
Jest jeszcze jedna willa, Józefa Richtera, ona także należy do Politechniki Łódzkiej. 



W parku było bardzo dużo osób. Większość robiła sobie zdjęcia tak jak ja. Dzisiaj jest prawdziwie wiosenna pogoda, wymarzona na poznawanie miasta!


piątek, 1 kwietnia 2011

Famuły

Tuż obok sklepu pani Bożenki stoją niesamowite domy. Nazywają się famuły, czyli po prostu domy familijne, gdzie mieszkały całe rodziny.
Famuły to kolejne łódzkie słowo, które poznałem podczas moich wycieczek. 




Są to domki z czerwonej cegły. Karol Scheibler wybudował je dla pracowników swojej fabryki.


Tylko najlepsi robotnicy mogli tutaj mieszkać. Do pracy nie mieli daleko, wystarczyło przejść na drugą stronę ulicy.


Ta fabryka jest ogromna!
Teraz znajdują się tutaj lofty, czyli nowoczesne mieszkania. Bardzo bym chciał tak mieszkać, ale mama powiedziała że, niestety, nie mamy tyle kasy...

Bawiłem się też przy zabytkowej pompie. Podobno było to miejsce, przy którym spotykały się dzieci mieszkające na Księżym Młynie. 
Pewnie lubiły się bawić w chowanego, tam jest tyle kryjówek!



A jak siedzieliśmy na ławce, wyobrażałem sobie, jak tu się kiedyś żyło...


Pewnie to wszystko wyglądało inaczej niż dzisiaj, było więcej ludzi, większy hałas, bo przecież fabryka pracowała bardzo głośno, jeździły dorożki, wozy konne, z kominów leciał dym... 
Teraz wciąż mieszkają w famułach ludzie, ale dookoła jest cicho i spokojnie.